Przez lata hierarchowie kościelni brali udział w oszukiwaniu społeczeństwa w sprawie zamachu smoleńskiego. Biskup Antoni Dydycz kilka lat temu opowiadał bzdury, że wprowadzono embargo na poszukiwanie przyczyn katastrofy, a abp Marek Jędraszewski mówił o mgle, profanowanych szczątkach, o samobójstwach osób, które nagle traciły życie, ponieważ sprawdzały, co wydarzyło się w Smoleńsku. Abp Marek Jędraszewski nie zapomniał też o pancernej brzozie.

Księże arcybiskupie, gdzie jest śledztwo w sprawie tych samobójstw, o których ksiądz opowiadał wiernym? Co robi w tej sprawie prokuratura Zbigniewa Ziobry? Czy powinno się tak kłamać?

Abp Jędraszewski lubi używać wielkich słów: o „czarnym proteście” mówił, że to jest „cywilizacja śmierci”, o homoseksualizmie, że to jest „szyderstwo z Boga”.

Ale nie było widać łez u tego prawego arcybiskupa na konferencji Episkopatu na temat pedofilii. Bronił przecież biskupa Paetza, który w prezencie kupował klerykom czerwone stringi z napisem „roma” (czytane od tyłu: amor). Abp Jędraszewski podczas konferencji współczuł sprawcom, nie ofiarom!

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej