Jeśli chodzi o listy do europarlamentu, partia rządząca wydaje mi się bardziej racjonalna niż opozycja. Kaczyński wystawił same „gwiazdy”, które co prawda nie znają języków, nie interesują się Europą ani tym bardziej szansami na dalszą integrację (raczej przeciwnie), ale wiadomo, że nie idą tam w celu uprawiania polityki. Dla PiS Unia jest przede wszystkim wielkim bankomatem, do którego obsługi potrzebne są wyłącznie narodowe zasługi.

Jak jednak posłowie PiS będą głosowali bez bezpośrednich rozkazów od Kaczyńskiego? Zapewne dostaną je od posła Ryszarda Legutki, wielkiego eurosceptyka, który nie lubi tolerancji (jak sam twierdzi), różnorodności ani wszystkiego, czym jest Europa. To bardzo dobry autorytet. Od posła Czarneckiego nauczą się, jak być w Brukseli, a zarazem (codziennie) w polskich mediach. To niemała sztuka i Ryszard Czarnecki jest w niej mistrzem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej