Prof. Henryk Domański jest socjologiem. W latach 2000-12 był dyrektorem Instytutu Filozofii i Socjologii PAN.

Zmiany na scenie politycznej po wyłonieniu się Wiosny Roberta Biedronia oceniane są bardziej z perspektywy interesów różnych partii niż funkcjonowania systemu demokratycznego. Tymczasem ja skoncentruję się właśnie na tym drugim.

Sondaż CBOS przeprowadzony w pierwszej połowie lutego wskazywał, że Wiosna stała się największym zagrożeniem dla PO. Poparcie dla ruchu Biedronia kształtowało się wtedy na poziomie 10-11 proc. Notowania Platformy spadły zaś z 26-30 do 15 proc.

Zasadnicza zmiana nastąpiła dopiero po ukonstytuowaniu się Koalicji Europejskiej, która pod względem siły poparcia elektoratu dorównała PiS. Odsetki głosujących na obie formacje są do siebie zbliżone, przewagę uzyskują na przemian jedna i druga. Np. według ostatniego sondażu KANTAR KE uzyskuje 35 proc., a obóz rządzący 33 proc. (wg sondażu z początków lutego relacje na korzyść KE kształtowały się na poziomie 42 do 37). Wyniki badań nie potwierdzają załamania PO, niemniej ma ona powody, żeby oceniać pojawienie się Wiosny w kategoriach zagrożeń wyborczych.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej