W ubiegłym tygodniu w Madrycie pewien ważny polityk mówił mi, że z coraz większym zdumieniem przygląda się kryzysowi związanemu z brexitem. Potrząsając głową, powiedział: „Anglia, matka parlamentów. Podziwialiśmy ją od tak dawna”. A jeden z moich włoskich przyjaciół, który przyjechał do Londynu opóźnionym pociągiem (francuscy celnicy na dworcu Gare du Nord w Paryżu urządzili sobie przedbrexitowy strajk z żądaniem podwyżek, powodując spóźnienia pociągów do Londynu), był równie zdumiony.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej