Niekiedy słowa głupie i krzywdzące, wypowiedziane tylko po to, by komuś dokuczyć i postawić na swoim, przynoszą dobre owoce. Niewygodna pamięć o zbrodni w Sahryniu znów wróciła, ale tym razem w innej formie.

Zbrodnia AK i Batalionów Chłopskich

10 marca 1944 r., równo 75 lat temu, partyzanci Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich (mają ulice swojego imienia w pobliskich miastach: Tomaszowie Lubelskim i Hrubieszowie) wymordowali w tej leżącej na Chełmszczyźnie wiosce kilkuset prawosławnych mieszkańców narodowości ukraińskiej. Mord miał charakter odwetu na cywilach; znakomita większość zabitych – prawie 400 – to kobiety i dzieci, po stronie atakujących zginął jeden człowiek, drugi został rozstrzelany za niesubordynację. Prof. Igor Hałagida, naukowiec współpracujący z IPN, ustalił nazwiska ukraińskich ofiar oraz przebieg zdarzenia.

Nie ma wątpliwości – w Sahryniu doszło do zbrodni wojennej, za którą odpowiada polskie podziemie. Można o tym przeczytać nie tylko w opracowaniach historycznych, ale również we wspomnieniach polskich (!) uczestników wydarzeń: „Mieliśmy rozkaz zabijać wszystkich mężczyzn zdolnych do noszenia broni. Co robić z cywilną ludnością, rozkazów nie było, dlatego dla tych w oddziale, którzy byli spragnieni krwi, było jasne, że mogą zabijać i gwałcić, kogo chcą i jak chcą”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej