„To nie mój cyrk i nie moje małpy” – powtarzałem sobie od rana, paląc papierosa w dalekiej Wielkiej Brytanii i starając się przekonać siebie do zignorowania tego, co Paweł Kukiz napisał na Twitterze: „Dziś 66 rocznica zamordowania Augusta Fieldorfa ‘Nila’. Na karę śmierci skazany został przez „sąd” pod przew. Żydówki Marii Gurowskiej,córki Moryca i Frajdy z Eisenmanów. W składzie sędziowskim było jeszcze dwóch Żydów – Emil Merz i Gustaw Auscaler”.

No, ale nie umiem tego zignorować. Przede wszystkim dlatego, że to zupełnie znosi narrację prawicy, iż polski antysemityzm to domena mętów ze społecznego marginesu. Bzdura – Polska jest tak głęboko przesiąknięta antysemityzmem, że otwarcie antysemickie treści głosi lider trzeciej siły politycznej w Sejmie, który dostał 20,8 proc. głosów w pierwszej turze wyborów prezydenckich w 2015 r. Socjologia nie zna takiej definicji marginesu społecznego, tych „jednostek, które zdarzają się w każdym społeczeństwie”, która obejmowałaby zasiadanie w parlamencie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej