Michał Boni – eurodeputowany Platformy Obywatelskiej

Czuję się Europejczykiem. Nie tylko w symboliczny sposób, ale też realnie – walcząc o wartości europejskie, o demokrację liberalną, praworządność i niezawisłość sądów, pełne uznanie praw wolnościowych Europejczyków, o równość. W tej walce rola Parlamentu Europejskiego jest olbrzymia. To Komisja Wolności i nasza (Barbary Kudryckiej i moja) praca pozwoliły po raz pierwszy postawić na ostrzu noża sprawę art. 7 jako procedury mającej skierować rząd polski na drogę praworządności.

To europarlament naciskał na Komisję Europejską, by precyzyjnie i bezstronnie zająć się łamaniem praworządności w Polsce. Podobnie jak nasz raport o Węgrzech otworzył ścieżki w KE, by podjąć takie same działania wobec rządu Orbána (i udało się sprawić, by Europejska Partia Ludowa głosowała za tym wnioskiem). To nasze wypowiedzi utrwalały przekonanie wśród kolegów z innych krajów, że nie boimy się hejtu, wieszania czy publicznego palenia naszych portretów, nazywania zdrajcami – i że jasno stawiamy sprawę praworządności. Bo nie wolno tej wartości – kluczowej dla Unii – odpuścić. Ostatnio wspieram kolegów z obywatelskiej opozycji na Węgrzech, biorąc udział w kampanii pokazującej, jak Viktor Orbán niszczy węgierskie dziedzictwo wolności nauki. I nie jest to kunktatorskie wobec mojej partii w UE – chadeków.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej