Dziennikarzu, bój się! Jarosław Kaczyński sięga po art. 212.

Pan prezes cierpliwie czytał na swój temat w „Wyborczej”. Musiał przeżywać strasznie, że taśmy przypominały mu rozmowy z Geraldem Birgfellnerem, mężem jego kuzynki. Pewnie po nocach śniły mu się słowa: „wiem, że trzeba zapłacić”. Prezesowi marzyła się budowa bliźniaczych wież, w których miał być Instytut Lecha Kaczyńskiego, apartamenty, hotel, chciał mieć fundację konkurującą z Fundacją Batorego. Był twardym negocjatorem w rozmowach, które politycy PiS określili mianem „kapiszona” i „laurki”.

Ale prezes musiał się coraz bardziej złościć, kiedy okazało się, że Birgfellner powiedział o kopercie, którą kazał przekazać Kaczyński ks. Sawiczowi z Fundacji im. Lecha Kaczyńskiego. I nie wytrzymał. Kiedyś przeciwnik artykułu 212, teraz napisał do prokuratury: „wnoszę o objęcie ścigania z oskarżenia publicznego ze względu na występujący w sprawie interes publiczny”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej