Czeski minister rolnictwa Miroslav Toman zapowiedział, że po ujawnionym przez TVN skandalu w polskiej rzeźni czeskie służby skontrolują importowaną z Polski wołowinę. Na to zareagował jego polski kolega Jan Krzysztof Ardanowski, mówiąc, że jeśli polskie mięso będzie „szykanowane”, Polska może się zrewanżować kontrolą czeskiego piwa.

To miło, że pan minister Ardanowski wykazuje chęć zrobienia czegoś pożytecznego, ale znacznie lepiej by było, gdyby kontrolował polskie ubojnie i zatroszczył się o doinwestowanie polskich służb weterynaryjnych. Nie słyszałem, by jakiś czeski browar warzył piwo z chorego czy zatrutego chmielu, więc chyba nie warto na to tracić czasu ani pieniędzy.

Czesi przyglądają się polskiemu mięsu, bo daliśmy im do tego powód. A PiS-owski rząd, zamiast zatroszczyć się o to, by więcej takich powodów nie dawać i by ratować zrujnowaną reputację polskiego przemysłu mięsnego, pręży muskuły, zapowiada zemstę i uderza w godnościowe nuty: Nie będzie Toman pluł nam w twarz! Ani w wołowinę.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej