„W państwie demokratycznym pomniki się stawia, ale także obala w sposób przewidziany przepisami prawa. Po odpowiedniej debacie, refleksji i z zachowaniem wszystkich procedur. Tak się tworzy wspólnotę. Przekraczając tabu, tworzymy niepotrzebne ryzyko – to który pomnik następny?” – napisał na Twitterze rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.

Dotknął sedna. Bowiem pomnik nie powstał z inicjatywy Kościoła katolickiego czy z inicjatywy władz miasta Gdańska. Ufundowali go za prywatne pieniądze i postawili w tym miejscu ludzie ze społecznego komitetu.

Nocni "bohaterowie" nie uderzyli więc w pedofilię w Kościele, nie ukarali także za opieszałość miasta Gdańska. Uderzyli w prawa innych obywateli, dla których cykl artykułów „Dziennika Bałtyckiego” z 2004 r. o pedofilii prałata ani wyniki umorzonego po nich śledztwa w prokuraturze, ani artykuł Bożeny Aksamit z „Dużego Formatu” z 2018 r. nie są wystarczającym powodem do burzenia pomnika.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej