W ostatnich miesiącach uczeni, dziennikarze i analitycy wylewają całe litry atramentu, pisząc analizy tzw. populistów, w tak wielu krajach wygrywających wybory albo bliskich ich wygrania. Mea culpa: ja też starałam się wyjaśnić, dlaczego tak wielu ludzi nagle posługuje się językiem ksenofobii, atakuje „elity” i wyraża pogardę wobec różnych instytucji międzynarodowych. Co ich wszystkich łączy? Jakie mają wspólne cechy?

Po miesiącach słuchania i czytania tych analiz zaczynam dochodzić do wniosku, że wszyscy się mylimy. Wszystkie nasze teorie pomijają istotę sprawy. To nie rasizm, nie polityka tożsamościowa ani nawet nie nacjonalizm łączą prezydenta Trumpa z jego odpowiednikami w Europie i poza nią. Nie manipulacje w internecie ani nie posługiwanie się armią sieciowych trolli. Tym, co łączy Donalda Trumpa, Viktora Orbána, Andreja Babisza, Jarosława Kaczyńskiego i Marine Le Pen, jest jedna cecha charakteru: hipokryzja. Ci politycy nie są trybunami ludowymi – są cwaniakami. Nie są zawziętymi wrogami systemu zachodniego – są kanciarzami starającymi się na nim zarobić.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej