Piotr Buras – dyrektor warszawskiego biura Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych (ECFR).

Paweł Zerka – analityk ECFR.

Wiosna Roberta Biedronia nieźle zamieszała w polskiej polityce. Komentatorzy prześcigają się w spekulacjach, czy nowe ugrupowanie pomoże, czy zaszkodzi Kaczyńskiemu; czy wspólny front opozycji jest szansą, czy może raczej ślepą uliczką. Wybory do Parlamentu Europejskiego będą testem wiarygodności czynionych dzisiaj analiz, a ich znaczenie dla jesiennych wyborów parlamentarnych jest niebagatelne. Ale kto chciałby ograniczyć rangę wiosennego głosowania do eliminacji przed prawdziwym finałem konkursu piękności, ten nie zdaje sobie sprawy ze stawki tych wyborów – dla Europy i dla miejsca w niej Polski.

Partie opozycyjne, które pójdą do nich pod jednoznacznie proeuropejskimi sztandarami i – jak Biedroń na swojej konwencji – w rytmie „Ody do młodości”, nie mogą sobie pozwolić na to, by w tym kluczowym dla Unii Europejskiej momencie poważną propozycję nowej polityki europejskiej zastąpić oklepanym pustosłowiem.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej