Chodzi o styk partii PiS i słynnej inwestycji w dwie wieże na Srebrnej. Już tydzień temu publicyści związani z obozem władzy próbowali przychylnie całą sprawę wyjaśniać. Ale jeden argument zasługuje na szczególną uwagę. Otóż Piotr Semka bezpośrednie zaangażowanie Kaczyńskiego w inwestycję tłumaczy tak: „Prezes dobrze zapamiętał ciężki okres lat 90. To pozwala zrozumieć, dlaczego mógł chcieć budowy wieżowca. Mógł go traktować jako zabezpieczenie finansowe dla partii [wyboldowanie – RZ] na wypadek jesiennej wygranej PO i próby anihilacji PiS” („Do Rzeczy”, 4-10 lutego). Brzmi to nad wyraz prawdopodobnie i zdumiewająco szczerze.

Co na ten temat ma do powiedzenia sam prezes, uczestnik wielu wieżowcowych spotkań biznesowych. Na pytanie Jacka Karnowskiego: „Po co w ogóle chcieliście budować te »wieże«?” Kaczyński odpowiada tak: „Od wielu lat mam takie marzenie, które jest w pełni legalne, choć może się nie podobać w pewnych środowiskach, by Instytut Lecha Kaczyńskiego stał się poważną konkurencją dla Fundacji Batorego. Bo dziś Batory właściwie nie ma konkurencji, także gdy chodzi o staranie się o różne zagraniczne fundusze. Byłoby to poważne przedsięwzięcie typu ideowego, może coś w rodzaju Fundacji Adenauera, stanowiące istotne zaplecze polskiego patriotyzmu i myśli państwowej.” I dalej przedstawia, w jaki sposób te wieżowce miały zapewniać instytutowi stałe finansowanie. Mówi: „Podkreślam – gmach miał być przeznaczony wyłącznie do zarabiania pieniędzy”

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej