Uroczyście dziękuję prof. Marcinowi Królowi za jego esej w ostatnim „Magazynie Świątecznym Gazety Wyborczej”. Konieczność Roberta Biedronia i Wiosny również jest dla mnie oczywistym faktem. Nie dlatego, że Biedroń jest idealnym liderem dla Polski. I nie dlatego, że naród czekał Wiosny od wieków.

Sporo mi w Biedroniu i Wiośnie przeszkadza i sporo brakuje. Ale od kiedy osiągnąłem polityczną dorosłość, pogodziłem się z tym, że partia, w której nic by mi nie przeszkadzało i niczego by mi nie brakowało, czyli partia całkowicie moja, byłaby partią jednoosobową.

Zamiast wałkowanych przez licznych komentatorów pytań, takich jak: „Czy Wiosna ma w ogłoszonym programie odpowiedź na wszystkie nasze najważniejsze problemy?”, „Czy program Wiosny się spina?”, „Czy ludzie Wiosny mają kompetencje potrzebne, by dobrze rządzić?”, „Czy Biedroń jest (lub będzie) mesjaszem polskiej demokracji?” itp., zadaję tylko jedno. Moje pytanie brzmi: „Czy dzięki Wiośnie takiej, jaka jest, na czele z Biedroniem takim, jaki jest, polska demokracja ma poważną szansę być lepsza, niż jest i niżby w przyszłości była bez Biedronia i Wiosny?”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej