Parę dni temu ProPublica, niezależny, non-profitowy newsroom, odkryła, że narzędzie, którym posługiwała się do śledzenia reklam politycznych na Facebooku, zostało po cichu unieruchomione – przez Facebooka. Przeglądarka ta wykrywała reklamowe kampanie polityczne i zbierała szczegóły dotyczące docelowych odbiorców tych reklam. Facebook również śledzi reklamowe kampanie polityczne, ale nie zawsze udaje mu się je wykryć.

Przez ostatni rok firma przyjmowała poprawki proponowane przez ProPublica, aż pewnego dnia doszła do wniosku, że już ich nie potrzebuje. Jak mi powiedział jeden z redaktorów ProPublica, wydaje się, że „już sobie nie życzą, aby ktoś gromadził informacje dotyczące kierowania reklam politycznych do określonych odbiorców”.

Facebook również zyskał w ostatnich dniach rozgłos, choć dzięki innemu narzędziu: swojej własnej aplikacji, służącej zapewnianiu firmie obszernej informacji o tym, w jaki sposób konsumenci korzystają ze swoich telefonów. Sheryl Sandberg, szefowa operacyjna firmy, żarliwie broniła tego projektu, dowodząc, że ci, którzy wyrazili zgodę na stosowanie tej aplikacji, wiedzieli, co robią; poza tym płaci im się 20 dolarów miesięcznie. Apple’a to nie przekonało i postanowił interweniować. Obecnie zakazał korzystania z tej aplikacji na swoich telefonach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej