Taki scenariusz podpowiada elementarny rozum polityczny, bo największe szanse na odebranie PiS-owi władzy daje zawiązane w nowym parlamencie porozumienie mocnych ugrupowań demokratycznych, właśnie Wiosny i Koalicji Obywatelskiej tworzonej przez PO, SLD, PSL, Nowoczesną oraz ruch Barbary Nowackiej.

Po ponad trzech latach rządów Jarosława Kaczyńskiego widać, że dotychczasowe partie nie zagrożą obecnej władzy. KO nawet wzmacniana przez SLD osiąga w notowaniach najwyżej ok. 30 proc. Dochodzi do tego PSL z kilkuprocentowym poparciem. Popękana na grupki lewica spoza SLD – jak Razem czy Zieloni – pozostanie najpewniej poza parlamentem. Toteż bez Biedronia obóz demokratyczny, żeby uzyskać jesienią większość parlamentarną, musiałby zapewne się skumać z Kukizem. To mało realne, ale nawet gdyby się powiodło, byłoby żałosną demonstracją słabości demokracji, a nie jej wiarygodnego otwarcia na nowe czasy.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej