„Nagrania dowodzą uczciwości obozu Prawa i Sprawiedliwość” – tak we wtorek 5 lutego premier Mateusz Morawiecki skomentował ujawniane od tygodnia przez „Wyborczą” taśmy Kaczyńskiego. Szlachetność prezesa i jego środowiska to jedna z linii obrony obozu władzy. Druga – to podważanie wagi nagrań oraz wiarygodności materiałów publikowanych przez dziennikarzy „Wyborczej”. Wzmocnione to zostaje w PiS-owskim przekazie sugestią, że to, co robi „Wyborcza”, to działania w ramach frontu totalnej opozycji. Zacznijmy od przedstawienia tej drugiej strategii.

To nie bomba a kapiszon – a właśnie, że bomba

Choć w tekstach dziennikarzy obozu władzy, opisujących publikację „Wyborczej”, pojawia się słowo kapiszon (ma podkreślać słabość rażenia taśm), to pisarski wysiłek publicystów przypomina raczej zasypywanie wielkiego leju po bombie. Bo też widać rozdarcie i niepewność, jak traktować taśmy Kaczyńskiego.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej