Ludwik Dorn – socjolog, w PRL-u współpracownik KOR-u, zakładał pierwszy niezależny ośrodek badań społecznych. Współzałożyciel PiS, minister spraw wewnętrznych i wicepremier za pierwszych rządów PiS, potem marszałek Sejmu. W latach 2008-15 bezpartyjny poseł niezrzeszony

Agnieszka Kublik: Pan był w spółce Srebrna?

Ludwik Dorn*: Byłem zatrudniony w niej gdzieś od 1994 r. jako analityk prasowy z pensją poniżej średniej krajowej. Gdy w 1997 r. zostałem posłem, poszedłem na urlop bezpłatny, na którym pozostawałem kilkanaście lat. A gdy w 2015 r. przestałem być posłem, umowa o pracę została rozwiązana za porozumieniem stron.

W PiS panuje przekonanie, że taśmy Kaczyńskiego to nie jest zabójczy cios dla PiS.

– Ta sprawa będzie mieć długofalowe konsekwencje. Po pierwsze, to wprawdzie nie jest cios zabójczy dla PiS, ale niesłychanie potężny cios dla osoby w PiS kluczowej – prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Nie chcę się bawić w psychologię od pana Zagłoby, ale prezes został nagrany przez rodzinę, a to dla człowieka familistycznego, dla którego relacje o charakterze rodzinnym są relacjami najwyższego zaufania, musi być niesłychany wstrząs. Jak w pierwszym akcie „Hamleta”. Kiedy Hamlet dowiedział od ducha swojego ojca, że zamordował go stryj, obecnie mąż matki Hamleta, mówi: „Mój świat wypadł z ram”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej