Jarosław Kaczyński i jego współpracownicy utworzyli fundację i kilka spółek, które uwłaszczyły się na majątku państwowym i gminnym. Ten majątek jest dziś bazą potęgi finansowej PiS. Prokuratura powinna sprawdzić, czy posiadanie przez partię majątku dającego dochody nie łamie ustawy o partiach politycznych. Ustawa przewiduje, że partia polityczna nie może prowadzić działalności gospodarczej. Może pozyskiwać dochody z majątku pochodzące jedynie z oprocentowania środków zgromadzonych na rachunkach bankowych i lokatach; obrotu obligacjami skarbu państwa i bonami skarbowymi skarbu państwa; ze zbycia należących do niej składników majątkowych; ze sprzedaży tekstu statutu lub programu partii, a także przedmiotów symbolizujących partię i wydawnictw popularyzujących jej cele.

Majątek, którym dysponuje zaplecze PiS, powstał w inny sposób. Ustawa mówi, że majątek może być używany jedynie na cele statutowe lub charytatywne. Jarosław Kaczyński może dysponować ogromnym majątkiem na dowolne cele. Zgodnie z ustawą partia może użyczać posiadane przez siebie nieruchomości i lokale jedynie na biura poselskie i senatorskie oraz biura radnych gminy, powiatu albo województwa. Kaczyński kontroluje kilka budynków i placów w centrum Warszawy, które przynoszą spore dochody. Twierdzi, że nie łamie ustawy o partiach politycznych, gdyż majątek należy do fundacji i spółek, które formalnie nie są związane z PiS. Dają jednak utrzymanie ludziom związanym z PiS.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej