Publicyści IV RP przebierają nogami, aby oskarżyć opozycję o nakręcanie emocji i nienawiści po zamachu na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Trwa polowanie na jakąś ostrzejszą wypowiedzieć posła PO albo Nowoczesnej, aby natychmiast ogłosić, że obóz antypisowski wykorzystuje tę śmierć politycznie. Czekają ci publicyści i czekają. W głowie im się nie mieści, że to w końcu nie nastąpi. Przecież PiS po katastrofie smoleńskiej nie powstrzymywał się zbyt długo.

„Można się spodziewać, że tragiczna śmierć prezydenta Gdańska będzie osią, wokół której opozycja zbuduje swoją opowieść w czasie nadchodzącej kampanii: my – ofiary, oni – sprawcy” – napisał Paweł Lisicki w „Do Rzeczy”, od razu załamując ręce nad spodziewaną fatalną kondycją moralną opozycji.

Opozycja prezentuje umiar i spokój

Tymczasem opozycja jakoś się nie kwapi, aby owym publicystom sprawić przyjemność i dać pretekst do ataku. Wygląda na to, że strategia w tej sprawie jest prosta: trzeba oddzielić odpowiedzialność bezpośrednią za zamach od rozliczenia telewizji rządowej za to, jak traktowała Adamowicza przed jego śmiercią i jak się zachowywała po zamachu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej