Przyszłam w niedzielę do Muzeum Narodowego na debatę „Wokół niepodległości. Pamięć zbiorowa: 1905, Wielka Wojna, zabójstwo Narutowicza”. Przyszłam, chociaż podobnie jak wielu moich znajomych byłam zgorszona udziałem Romana Giertycha. Ale inaczej niż niektórzy z nich postanowiłam go wysłuchać.

Jesteśmy różni i powinniśmy się różnić. Polska jest naszym wspólnym domem – dlatego nie może być w nim miejsca na nienawiść i wykluczanie. Mord na Pawle Adamowiczu powinien każdemu uprzytomnić, jakim złem jest nienawiść i że potrzebna jest rozmowa. Do tego nawołuje rodzina Pawła Adamowicza oraz świadomi obywatele ze wszystkich stron ideologicznego i politycznego spectrum.

Jestem zadowolona, że wysłuchałam Romana Giertycha. Żałuję, że nie wszyscy tak postąpili, lecz jedynie próbowali zakłócić debatę. Usłyszeliby, co o swojej „ścieżce politycznej i w jakimś sensie duchowej” powiedział Giertych. O tym, jak on, człowiek wychowany w ideologii narodowej, „w którymś momencie zrozumiał, że koncepcja narodowego państwa katolickiego jest błędna. Zarówno ze względu na wiarę, która zakłada sprzeciw wobec nacjonalizmu, jak i na rozum, gdyż budowanie państwa wyznaniowego jest sprzeczne z zasadami rozumu”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej