Czy w polityce (i w życiu) można zmieniać poglądy i nadal być człowiekiem wiarygodnym i godnym szacunku? Można, wszelako pod jednym warunkiem: że nie zapomina się, kim się kiedyś było, i porzuca się pokusę bycia gwiazdą każdej politycznej konstelacji.

Iluż to bezideowych cyników zmieniało poglądy i partię, jeśli tylko nadarzała się okazja zrobienia kariery! Godność osobista, której istotą jest wierność własnym przekonaniom, jest bowiem wartością niesłychanie kruchą w obliczu sukcesów, jakie mogą być udziałem tych, którzy zamiast godności wybierają władzę czy chociażby medialne lśnienie.

Czasem zmiana poglądów jest ze społecznego punktu widzenia słuszna i pożądana; niektórych wydobywa z czarnych sotni i przenosi w jasny krąg liberalnych demokratów. Cieszymy się z nawrócenia Jadwigi Staniszkis. Z entuzjazmem przyjęliśmy „nawrócenie” Kazimierza Marcinkiewicza, zapominając o latach, w których szkodził edukacji jako wiceminister i demokracji jako marionetka prezesa Kaczyńskiego. Co tam! Grunt, że dziś jest „nasz”, i to z całą gorliwością neofity, za co jest nagradzany rolą „ważnego medialnego komentatora”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej