W ramach publicznych debat o 100-leciu niepodległości Polski w Muzeum Narodowym Adam Michnik, Maciej Górny i Roman Giertych mieli dyskutować w niedzielę o pamięci zbiorowej, roku 1905 i skutkach Wielkiej Wojny oraz o zabójstwie prezydenta Gabriela Narutowicza. Ale mord na Pawle Adamowiczu sprawił, że rozmowa z debaty o pamięci i przeszłości skręciła ku dyskusji o teraźniejszości.

Zabójstwo prezydenta Gdańska – przywołujące zamach na Narutowicza w 1922 r. – nie pozwoliło myśleć tylko o tym, jacy Polacy byli u zarania niepodległości i w czasach II Rzeczypospolitej oraz co zrobili ze swoją odzyskaną po Wielkiej Wojnie wolnością. Kazał się zastanawiać, jacy Polacy są dzisiaj i co robią z ponownie odzyskaną w 1989 demokracją, wolnością i niepodległością.

Szokująca nagonka władz

– Nie sposób uciec od analogii – mówił Adam Michnik. Wskazywał, że jeśli 100 lat temu Polaków dzieliły fronty i mundury Wielkiej Wojny, a zabójstwo pierwszego prezydenta RP Gabriela Narutowicza tragicznie pogłębiło pęknięcie Polski na dwa wielkie obozy, nacjonalistyczny obóz narodowej demokracji i obóz piłsudczykowsko-socjalistyczny, to dziś dzieli Polaków nie mniej dramatyczna wrogość, gdy jedna część społeczeństwa odmawia drugiej prawa do polskości i patriotyzmu. – Jak mówić o wspólnej Polsce, gdy rządzący dzisiaj wyzywają przeciwników od „zdradzieckich mord” i oskarżają ich o morderczy zamach smoleński?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej