Bezczelność PiS-owskich zarządców telewizji państwowej nie zna granic. Uprawiana przez nich systematycznie nagonka na Pawła Adamowicza przyczyniła się do wykreowania atmosfery, w której dokonana została zbrodnia. Jednak szefowie TVP, zamiast podwinąć ogon, posypać głowy popiołem i przeprosić, zapowiadają pozwy przeciw tym, którzy ich słusznie napiętnowali i skrytykowali. Niebywałe.

Pamiętamy chociażby wyczyny chuligana z kamerą i mikrofonem - Łukasza Sitka, który występując jako dziennikarz TVP, we wrześniu 2017 r. nękał Pawła Adamowicza wychodzącego z Sejmu po przesłuchaniu przed komisją ds. Amber Gold. Szedł za nim krok w krok i napastliwie zadawał pytania w rodzaju: „Dlaczego wspiera pan przestępczość w Gdańsku?”.

„Telewizja publiczna nie istnieje, są za to oficerowie polityczni” – skomentował na Facebooku Adamowicz.

Chuligański występ funkcjonariusza TVP skrytykowali profesjonalni dziennikarze. „Emocje, rozdygotanie, rozedrganie głosu, pokrzykiwanie nie są dobrymi wizytówkami dziennikarstwa” – pisał na Twitterze Konrad Piasecki z Radia ZET. A Przemysław Szubartowicz zadał pytanie, które czytane dzisiaj, po zamordowaniu Adamowicza, wywołuje ciarki na plecach: „Coś niesamowitego. Kiedy zaczną bić, zamiast 'pytać'?”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej