Tęsknimy za pięknym krajem. Za krajem, który wygląda jak Gdańsk w ostatnich dniach. Tłumy na ulicach po zabójstwie Pawła Adamowicza, tłumy w czasie sobotniego pogrzebu, tłumy w niedzielę wysłały jasny sygnał: przestańcie. Przestańcie, bo to, co robicie z tym krajem, prowadzi do zbrodni. To sygnał wysłany do wszystkich – polityków i ludzi wypowiadających się w debacie publicznej.

W tym smutku próbowaliśmy na różne sposoby zrozumieć, jak mogło do czegoś takiego dojść. Padło wiele wyjaśnień, wiele prób refleksji, co się stało z nami i z naszym krajem. Kiedy to się stało? Ostatnio? Dawno temu? Nie wiemy.

Poza próbami zrozumienia pojawiły się apele: stop nienawiści, nie godzimy się na przemoc.

Przejęci artyści organizują koncert. Przejęci dziennikarze publikują oświadczenia. Przejęci komentatorzy apelują o umiar, łamiącym się głosem wzywają do przebudzenia i odrodzenia. Internet zalewa fala sprzeciwu, każdy chce i musi coś od siebie dodać, dopisać, by stanąć po słusznej stronie. Rozumiem tę potrzebę zrobienia czegoś. To nie jest zarzut. Tylko obawa.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej