Sever Plocker – publicysta i dziennikarz izraelski polskiego pochodzenia, wicenaczelny dziennika „Jedijot Achronot"

Morderstwo Pawła Adamowicza przypomina Polakom morderstwo prezydenta Gabriela Narutowicza w 1922 r. Nam, Izraelczykom, przypomina morderstwo premiera Izhaka Rabina w listopadzie 1995 r. Inne okoliczności, inne konflikty, ale ta sama - lub przynajmniej bardzo zbliżona - atmosfera poprzedzająca mord. Atmosfera histerycznego nacjonalizmu, oskarżeń o zdradę narodową, o współpracę z wrogiem.

Izraelska opinia publiczna dobrze pamięta masowy wiec prawicy na placu Sion w Jerozolimie – na krótko przed morderstwem – podczas którego politycy zarówno z trybuny, jak i demonstrujący na ulicy przekrzykiwali się wzajemnie w wybuchach nienawiści do premiera Rabina i jego rządu. Tam właśnie pojawił się fotomontaż Rabina w mundurze oficera SS, może nawet Eichmanna. To było bezpośrednie nawoływanie do morderstwa. Miesiąc później Igal Amir, młody fanatyk żydowski, zastrzelił premiera Rabina w ostatnich chwilach propokojowej demonstracji na placu Królów Izraela – dziś plac Rabina – w Tel Awiwie. - Nie, nie mam żadnych wyrzutów sumienia, zlikwidowałem zdrajcę Izraela, który gotów był oddać ojczyznę wrogom – oświadczył Amir podczas procesu. Sąd skazał go na dożywocie. Politycy, publicyści, propagandziści i rabini, którzy siali wiatr nienawiści i przemocy, nigdy nie stanęli przed sądem. Dziś są dumnymi członkami elit rządzących.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej