Zacznijmy od Korwina, który na żywo wystąpił na Facebooku. Do swej wypowiedzi wplótł różne wątki kryminalne. Aczkolwiek trzeba mu przyznać, że nie próbował wiązać ich ściśle z zamordowanym prezydentem Gdańska (w przeciwieństwie do innych ultraprawicowych komentatorów – oni próbowali). Kto wysłuchał Korwina do końca, ten usłyszał, że winna śmierci Adamowicza jest... Unia Europejska. A nawet – Rada Europy. Dlaczego? Bo obie zwalczają karę śmierci. Cały ten wywód Korwin zaczął od opowieści niezwiązanej z tym, co się wydarzyło w Gdańsku:

„Nic innego niż kara śmierci morderców nie odstrasza. Z więzienia w Sztumie wyrzucono takiego bandziorka (...), on przywykł do więzienia, było mu dobrze, więzienie to jest w ogóle dla socjalisty ideał, wszystko jest za darmo, wszystko jest po równo, bezpieczeństwo jest (...). On chciał wrócić, ale go wyrzucili z więzienia. Wobec tego podszedł w Kwidzynie do pierwszej lepszej kobiety, dźgnął ją nożem, zamordował z zimną krwią... I teraz sobie spokojnie siedzi w więzieniu. Jako morderca cieszy się zasłużoną sławą, bo w więzieniu mordercy to jest najwyższa kategoria więźniów. Wszyscy usługują mordercom. No i zadowolony z życia, na koszt podatnika oczywiście! Gdyby była kara śmierci, toby nie zamordował. Ci, co znieśli karę śmierci, mają krew na rękach! Kto zniósł karę śmierci, ma krew na rękach, krew ludzi pomordowanych przez bandytów! (...) UE postanowiła nas cofnąć do poziomu wspólnoty pierwotnej (…). Polska podpisała konwencję zawartą nie przez UE, ale przez Radę Europy, która to konwencja – nie wszystkie państwa ją podpisały (...) – przewiduje zniesienie kary śmierci również w przypadku wojny (...). To jest zdrada stanu! (...) Zniesienie kary śmierci cofnęło nas do poziomu barbarzyńców”. 

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej