Ta zbrodnia nie była przypadkowa. Została zaplanowana z zimną krwią, ciosy zadano precyzyjnie i z olbrzymią siłą. Morderca prezydenta Pawła Adamowicza wykrzyczał na scenie: „Nazywam się Stefan, siedziałem niewinnie w więzieniu, PO mnie torturowała, dlatego zginął Adamowicz”. Szukał poklasku, chciał zaistnieć. Nie wiem, czy był nafaszerowany nienawiścią, czy tylko obłąkany, ale tej zbrodni nie można skwitować zawołaniem: „Ciszej nad tą trumną”. Ktoś jest za nią odpowiedzialny.

Paweł Adamowicz przed atakiem wypowiedział piękne słowa: „To jest cudowny czas dzielenia się dobrem, jesteście kochani, Gdańsk jest najcudowniejszym miastem na świecie”. Po raz 27. grała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Ale tym razem zabrzmiała inaczej. Cios w serce prezydenta ugodził również w serca wielu Polaków, którzy radośnie przez lata zbierali pieniądze dla dzieci i osób starszych.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej