Na Róży odciskało się wiele piętn, które wykluczają z „normalnej” społeczności i „normalnej” historii: Żydówka, lewaczka, feministka, kaleka, antyklerykałka, pacyfistka, bezdzietna, wykształcona (była drugą Polką w historii, która zdobyła doktorat), do tego pisarka, niezależna publicystka, ekonomiczka, działaczka, bojowniczka.

Śledząc jej życie, chciałoby się powiedzieć „święta”, bo bez reszty oddana sprawie: sprawiedliwości, równości i naprawie krzywd. Ale świętymi w naszej kulturze zostają raczej ci, którzy modlą się po klasztorach i oddają życie Kościołowi, a nie bezbożni lewacy. Luksemburg uważała zresztą, że „kler nie mniej niż klasa kapitalistyczna żyje na plecach ludu i ciągnie korzyści z degradacji, ignorancji i ucisku”, ale też, że „prawdziwym spadkobiercą założycieli chrześcijaństwa i Jezusa jest socjalizm”, który walczy z nędzą i wykluczeniem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej