Wybory do Parlamentu Europejskiego to teoretycznie najbardziej międzynarodowe wybory na świecie. Ich zwycięzcy są członkami wielonarodowego ciała prawodawczego, rozmawiają ze sobą przy pomocy setek tłumaczy, są członkami transnarodowych partii. W budynkach parlamentu w Brukseli i Strasburgu jego centrolewicowi członkowie zasiadają w ławach Partii Socjalistów Europejskich, centroprawicowi członkowie zbierają się w ramach Europejskiej Partii Ludowej i tak dalej.

Niemniej wybory europejskie nigdy nie spełniły w pełni tej wielonarodowej obietnicy. Składają się zazwyczaj z kilkudziesięciu kampanii, w których dominują debaty na tematy narodowe. Przez większość ubiegłych lat niemieccy Chrześcijańscy Demokraci nie prowadzili kampanii na rzecz swoich szwedzkich odpowiedników, a wkład Portugalczyków w wybory na Słowacji pozostał znikomy.

Ten rok jest jednak inny. W tym roku tematyka wyborów europejskich, wyznaczonych na koniec maja, dotyczy całego kontynentu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej