Na Nowogrodzkiej bywał również Adam Glapiński, choć na konferencji prasowej twierdził ostatnio, że jest niezależny. Rzeczywiście, jest tak niezależny, że nie traktuje Narodowego Banku Polskiego jako instytucji publicznej i co za tym idzie, uważa, że nie ma obowiązku informować o zarobkach w NBP.

Opinia publiczna jest zbulwersowana sumą 65 tys. zł dla dyrektor komunikacji i promocji Martyny Wojciechowskiej. Nawet senator Jan Maria Jackowski w imieniu suwerena pisze list w tej sprawie. Prezes jest niczym skała, natomiast PiS jest bezradny. Podobnie jak przy olbrzymich nagrodach dla ministrów, o których mówiła Beata Szydło, że im się należą.

Nie wiem, czy pieniądze należą się dwóm paniom z NBP, ale suma rzeczywiście robi wrażenie. I dosyć kuriozalne są tłumaczenia mecenas Jolanty Turczynowicz-Kieryłłowicz, która powiedziała, że zarobki nie mogą być ujawnione, bo na to czekają służby wywiadowcze innych krajów. To interesujące, że to strategiczna wiedza dla służb, które poznały już wszystkie nasze tajemnice po tym, jak ujawniliśmy naszych agentów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej