Oczywiście, Andruszkiewicz jak wielu jego towarzyszy narodowców twierdzi, że nie ma nic wspólnego z antysemityzmem. Ale jego deklaracje ujawniają coś przeciwnego. – Nie jesteśmy antysemitami. Mamy poglądy jak przedwojenni narodowcy – mówił w grudniu 2016 r. o swoim stowarzyszeniu Endecja. I sam się wkopał, bo jednym z filarów przedwojennej myśli narodowej był właśnie antysemityzm. Wychodzi na to, że Andruszkiewicz aprobuje całą doktrynę nacjonalistyczną wraz z tym paskudnym obciążeniem. Odżegnuje się jedynie od miana antysemity.

Nic w tym nadzwyczajnego, ponieważ większość współczesnych antysemitów, zarówno w Polsce, jak w Europie, nie chce, by wiązano ich z tym określeniem o nazbyt krwawej historii. Dziś mamy więc do czynienia z antysemityzmem bez antysemitów. Dogodnym dla PiS.

Bo narodowo-populistyczna rewolucja, którą przeprowadza Jarosław Kaczyński, ugrzęzła. PiS poddany presji polskiego społeczeństwa i Unii Europejskiej musi się co rusz cofać. W dodatku partyjnymi kadrami tej rewolucji rządzą coraz bardziej nepotyzm, chciwość i arogancja, czego przykładem jest choćby sprawa Adama Glapińskiego i NBP. Dwa lata temu PiS reprezentował społeczne niezadowolenie, sprawnie organizował rewolucję gniewu. Teraz zaprowadza głównie rewolucję rozpasania własnych funkcjonariuszy, coraz bardziej oderwanych od rzeczywistości i przyspawanych do luksusów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej