Nacjonalista Andruszkiewicz w rządzie?! A co za problem? Nie minie kilka lat, a będzie chodził po salonach, stanowiąc ozdobę towarzyską politycznych elit, niekoniecznie prawicowych. Być może stanie się też faworytem Moniki Olejnik, która ma słabość do osobowości autorytarnych. Jej ulubieńcem – ba! ulubieńcem wszystkich od lewa (Miller) po centrum (Tusk) – jest przecież założyciel Młodzieży Wszechpolskiej Roman Giertych.

Ten sam, który wprowadził to nacjonalistyczne ugrupowanie do parlamentu, upodmiotowił je, rozhuśtał i nauczył roszczeniowości. A teraz przebrał się w skórę liberalnej owcy i skutecznie uwodzi politycznych celebrytów. Z jego prawnych i gwiazdorskich usług korzystają chyba wszyscy „ważni”, tak jakby był jedynym adwokatem i jedynym komentatorem w mieście. A może to taka moda? „Tylko Gucci! Tylko Giertych!”.

Wychowanek i funkcjonariusz Kościoła katolickiego, były ksiądz Międlar, chorobliwy nacjonalista, którego hierarchowie przenosili niegdyś niczym pedofila z parafii do parafii, dziś wydaje autobiografię, w której opluwa nienawiścią cały świat; jednak Kościół z nacjonalizmem swoich owieczek nie walczy ani walczyć nie zamierza. Nacjonalizm tak przylgnął do tej instytucji i ta instytucja tak do nacjonalizmu, że osobno ani rusz. Do czego przywykliśmy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej