Choć w polityce trwa świąteczna cisza, to wszyscy zastanawiają się, co przyniesie rok 2019. Na pewno wiemy, że czeka nas podwójna porcja wyborcza: wiosenna i jesienna. Ale które wybory będą pierwsze – euro czy parlamentarne – to wbrew pozorom już takie oczywiste nie jest.

PiS na końcówce roku wrzucił temat przyspieszonych (marzec?) wyborów parlamentarnych. Zostawił też formalną furtkę – jeśli nie uchwali w terminie budżetu, prezydent może rozwiązać Sejm – i wybory mamy wcześniej. Gdy pojawiła się ta plotka, różni politycy obozu władzy ruszyli z oficjalnymi zaprzeczeniami – „nie ma tematu”, choć nieoficjalnie szeptali, że się o tym rozmawia. Poseł Kaczyński jak zwykle, gdy PiS testuje jakiś polityczny balon, milczy i czeka.

Dlaczego szybciej

Przypomnijmy argumenty, jakie stoją za tym, by prezes – bo to będzie jego i tylko jego decyzja – zdecydował o przyspieszonych wyborach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej