WOJCIECH MAZIARSKI: Co się dzieje na Węgrzech? Skąd ta nagła aktywizacja protestujących obywateli?

BáLINT MAGYAR*: Rządzący Fidesz przeforsował w parlamencie ustawę o godzinach nadliczbowych dającą pracodawcy prawo nałożenia na pracownika 400 godzin nadliczbowych rocznie i odsuwającą wypłatę wynagrodzenia za tę pracę o trzy lata oraz ustawę tworzącą sądy administracyjne w pełni podległe władzy wykonawczej – to one mają rozstrzygać spory, w których jedną ze stron jest państwo. By zablokować te projekty, opozycja po raz pierwszy wystąpiła wspólnie i zgłosiła prawie 3 tys. poprawek, ale Fidesz odrzucił wszystkie w jednym głosowaniu. W odpowiedzi ludzie wyszli na ulice.

Obywatele już wcześniej demonstrowali przeciw władzy i Fidesz niespecjalnie się tym przejął.

– Ale tym razem pojawiła się nowa jakość.

Po pierwsze, wszystkie partie opozycyjne wystąpiły razem.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej