Pan prezydent nie zważał na protesty 27 organizacji prawniczych, które ostrzegały przed reformą KRS i SN. Politycy PiS krzyczeli, że nie ugną się przed dyktatem Brukseli. Wicemarszałek Sejmu Terlecki mówił, że opozycja jeździ do Brukseli, żeby żebrać o pomoc, ale obóz władzy nie ustąpi. Ale okazało się, że musiał ustąpić, bo doszedł do ściany.

Teraz postanowiono porażkę przekształcić w sukces.

Pan prezydent łaje sędziów Sądu Najwyższego. Na forum Trybunału Konstytucyjnego, w którym zasiadają również sędziowie dublerzy, oznajmił, że mamy w Polsce anarchię, a tę anarchię wywołują sędziowie, „bezkarna elita sędziowska” łamiąca konstytucję, uważająca, że prawo ich nie obowiązuje i publicznie robiąca politykę.

A kto musiał się dostosować do orzeczenia TSUE? Skoro panu prezydentowi się nie podobało, to trzeba było nie podpisywać siódmej nowelizacji ustawy, trzeba było pojechać do Brukseli i walczyć. Bo jakoś premierowi Morawieckiemu się nie udało. Czy prezydent, grożąc sędziom, oczekuje dalszych konsekwencji, czyli żeby sędziami zajęła się Izba Dyscyplinarna? Czy może prokuratura? Czy chodzi tylko o to, by postraszyć sędziów, że grozi im dyscyplinarka?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej