„Jeśli taka jest strategia Assada, to bardzo długo będzie musiał na to poczekać” – powiedział w poniedziałek specjalny emisariusz USA ds. Syrii James Jeffrey, mówiąc o nadziejach syryjskiego prezydenta na wycofanie amerykańskich wojsk. Okazało się jednak, że czas waszyngtoński biegnie inaczej: 48 godzin później prezydent Donald Trump zapowiedział natychmiastowy powrót żołnierzy. „Pokonaliśmy ISIS w Syrii” – tweetnął, uzasadniając decyzję.

I Bliski Wschód się zmienił. Nie chodzi nawet o oczywisty triumf Assada, z którym Zachód już się pogodził; obecność 2 tys. Amerykanów jedynie go opóźniała. Nie chodzi nawet też o oczywiste analogie z „Mission Accomplished” Busha juniora podczas drugiej wojny irackiej, bo ISIS ma nadal ponad 20 tys. bojowników i nadal się w Syrii broni, a poza jej granicami atakuje terrorem w Afryce i Europie.

Chodzi o konsekwencje odwrotu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej