Jedną z pierwszych deklaracji nowego szefa rządu było zapewnienie, że Armenia nie jest zainteresowana członkostwem w NATO, a następnie – że jak najbardziej jest zainteresowana normalizacją stosunków z Turcją bez warunków wstępnych. W obu deklaracjach chodzi w istocie o to samo – o los Górskiego Karabachu, zamieszkanej przez Ormian górskiej enklawy, która na początku lat 90. w krwawej wojnie oderwała się od Azerbejdżanu i de facto połączyła z Armenią (choć formalnie stanowi, jak okupowany przez Turcję Cypr Północny, odrębne, przez nikogo nieuznawane państwo). Jedynie sojusz z Rosją gwarantuje Erywaniowi bezpieczeństwo przed azerską rekonkwistą i jedynie Turcja, protektorka Baku, mogłaby wynegocjować trwały pokój. Stąd deklaracje nowego premiera.

Ale Ankara żąda, by Erywań wyrzekł się Karabachu – inaczej granica pozostanie zamknięta i trwać będzie nadal turecka blokada dusząca i tak biedny kraj. Paszynian, mówiąc o normalizacji bez warunków wstępnych, oczekuje, że Ankara z tego żądania zrezygnuje. Turcja nie miałaby w tym żadnego interesu, gdyby nie to, że rezygnacja z warunków wstępnych oznaczałaby też, że Erywań zrezygnuje z żądania, by Turcja przyznała, iż ludobójstwo Ormian w imperium otomańskim ponad sto lat temu było ludobójstwem właśnie. Zaprzeczanie tej historycznie oczywistej tezie jest jednym z głównych zadań tureckiej polityki historycznej i gdyby z jej popierania wycofała się sama Armenia, Ankara mogłaby wreszcie odnieść triumf. Zaś jedynie rząd cieszący się takim poparciem jak ten Paszyniana mógłby sobie na taką kapitulację wobec historycznego wroga pozwolić – zwłaszcza jeśli w zamian Ankara umożliwiłaby akceptowalne zakończenie konfliktu o Karabach. Baku jest świadome tej groźby: oskarżyło Armenię, że w dniu wyborów 23 razy naruszyła w Karabachu zawieszenie broni. Słowem, że to ona była i jest agresorem i tylko ona winna uczynić ustępstwa na rzecz pokoju.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej