Tomasz Lis w najnowszym „Newsweeku” widzi politykę jako „grę ambicji i namiętności”. Według niego „prawdziwy polityk walczy o przywództwo w stadzie i o władzę. Jeśli nie walczy, jest nieistotną postacią przyjmującą comiesięczne stypendium za podnoszenie ręki w czasie głosowań”. Polityk walczący „zabija”, „nokautuje”, „wygryza”, „skacze do gardeł”, „eliminuje”, „zdradza”, „zgrzyta zębami” (przed pożarciem), względnie „rzuca na kolana wszystko, co jest w jego orbicie”.

Nie wymagajmy więc od polityków moralności, estetyki, a nawet formy. Polityka jest brudna, bo musi być skuteczna. Charyzmatyczny jest triumf, a nie osoba. Jednocześnie – jak rozumiem – wszelka ideowość, moralność, troska o dobro wspólne to tylko pozory, przejaw naiwności albo maska skrywająca cwaniaków, którym chodzi tylko o władzę (w tej roli, jak zawsze u Lisa, Robert Biedroń: „sprzedający wywar z odpadków po obamizmie i macronizmie”).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej