Sammy Ketz – reporter na Bliskim Wschodzie, laureat Nagrody Alberta Londres’a i Nagrody Bayeux

Trzy miesiące temu, 12 września, Parlament Europejski przyjął dużą większością głosów projekt dyrektywy dającej prasie i agencjom informacyjnym nadzieję, że w końcu uzyskają należne wynagrodzenie od gigantów internetu, którzy od wielu lat publikują codziennie tysiące materiałów medialnych, nie płacąc ani grosza ich autorom.

To historyczne głosowanie w sprawie praw pokrewnych udało się przeprowadzić dzięki niesłychanej mobilizacji dziennikarzy i odwadze eurodeputowanych – na przekór ogromnemu i bezprecedensowemu naciskowi gigantów. Ów tekst musi teraz uzyskać konsensus Parlamentu, Rady Europejskiej i Komisji Europejskiej.

Jednak giganci rozpętali nową kampanię lobbingową na wielką skalę i wciąż mają szansę pozbawić dyrektywę jej sedna: starają się wyłączyć z jej postanowień tzw. krótkie fragmenty, fakty czy wycinki, wykluczyć agencje informacyjne i skrócić czas ochrony praw pokrewnych.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej