Jarosław Kaczyński swoim niezwykle konfrontacyjnym przemówieniem w Jachrance pokazał, że PiS przechodzi do ofensywy. I nie będzie miło i słodko. Nic o dzieciach, programach, mieszkaniach i darmowych lekach. Nie, była brutalna polityka w czystej postaci i danie przyzwolenia na zaatakowanie przeciwników. Wszelkimi sposobami, każdą metodą.

Wygląda na to, że PiS jest przestraszony zasięgiem, jaki przybiera afera KNF. Momentami atakuje na oślep, ale od piątkowego posiedzenia klubu widać, że władza nie cofnie się przed niczym. Każdy powinien dziś zacząć się bać. Politycy i urzędnicy.

Minister sprawiedliwości wezwanie do ataku zrozumiał całkowicie dosłownie. Oświadczając, że „być może Wojciech Kwaśniak został zaatakowany dlatego, że KNF przez lata rozzuchwalała przestępców”, pokazał, że nic nie jest w stanie ich zatrzymać. Na celowniku może być dziś każdy, kto w jakikolwiek sposób może zaszkodzić PiS-owi w utrzymaniu władzy. To dość przerażająca wizja. Niestety wygląda na prawdziwą, skoro Jarosław Kaczyński z taką mocą wrócił do starej, zdartej płyty: „A oni przez osiem lat to mieli afery, nie robili nic, państwo w ruinie, przeżarte korupcją”. Trzeba znaleźć winnych. Oprócz Donalda Tuska, wroga numer jeden, wrogiem może być dziś każdy. Coś mocno musi zgrzytać w rządowych trybach, skoro znów trzeba sięgać do takich metod.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej