Prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas niejawnej części posiedzenia klubu PiS tłumaczył w piątek, że trzeba uspokoić nastroje i kontrolować swoje wypowiedzi w mediach społecznościowych, aby nie podgrzewać emocji. Gra toczy się o to, by nie mobilizować w żaden sposób elektoratu antypisowskiego, ale raczej go uśpić, by nie poszedł do wyborów i nie zagłosował na opozycję. Plan zakłada, że PiS będzie jeszcze mocniej przekonywał, iż zawsze był i jest za Polską w Unii Europejskiej, aby opozycja nie mogła straszyć polexitem.

Następnie prezes zganił posłów, którzy popędzają Trybunał Konstytucyjny, by ten zajął się aborcją. Spora część posłów PiS mobilizowana przez Episkopat i z obawy przed swoimi proboszczami domaga się, aby PiS spełnił obietnicę i zdelegalizował aborcję z powodu wady płodu. I żąda, aby Trybunał już wydał orzeczenie w tej sprawie. Kaczyński pouczył ich, że takie naciski na Trybunał są sprzeczne z prawem. Kazał posłom czytać niemieckiego socjologa Maxa Webera i jego rozważania o etyce odpowiedzialności, która powinna obowiązywać w polityce. Bo polityk nie może się kierować moralnością, ale odpowiedzialnością, i przewidywać konsekwencje swoich decyzji. A te – zdaniem Kaczyńskiego – są oczywiste. Zakaz aborcji zmobilizuje wyborców do głosowania przeciw PiS, który przegra wybory. Następnie lewica, a także polityczne centrum zliberalizują ustawę i w ten sposób działanie zgodne z sumieniem przyniesie skutek odwrotny do zamierzonego.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej