Tyberiusz, jak pisze w „Żywcie cezarów” Gajus Swetoniusz, za swojego panowania powołał urząd ds. rozkoszy. Pełnił go Cezoniusz Prysk, który wypełnił dom cezara sofami, leżankami, sprośnymi rzeźbami, basenami, ale przede wszystkim młodymi chłopcami. Tyberiusz nauczył ich wielu erotycznych sztuczek, między innymi zabawy w rybki – gdy cesarz zażywał kąpieli, liczni chłopcy („pacholęta jeszcze”) „krążyli między udami i podniecali go językiem lub ugryzieniem”. Swetoniusz o innych grach erotycznych Tyberiusza nie pisze, gdyż „nie godzi się o nich ani opowiadać, ani słuchać”. Przyjemności Tyberiusza przyszły mi do głowy, gdy czytałam w „Dużym Formacie” tekst o prałacie Henryku Jankowskim.

Nie chcę bynajmniej utożsamiać cesarza rzymskiego z prałatem, który w mieście Gdańsk ma pomnik, ale sądzę, że mają wiele podobnych rysów, jak również wiele historycznych zasług; gdyby jednak warunki były bardziej sprzyjające, kto wie, czy prałat nie powołałby urzędu do spraw rozkoszy? Bo rozkosz (i przepych) lubił.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej