Po pierwsze, im bardziej zaskakujący sondaż, tym łatwiej się przebić w medialnym gąszczu – to samograj. Cały dzień można nim młócić na antenach, ekranach, portalach. W dodatku każdy komentator i polityk będzie miał coś do powiedzenia – niekoniecznie sensownego. Sensacyjne wyniki łatwo prowokują liczne nadinterpretacje.

Po drugie, sondaże wyborcze zawsze cieszą się sporym zainteresowaniem. Ich siła leży w prostocie przekazu (wiadomo, kto kogo pokonał) i temperaturze emocjonalnej (nasi górą lub dołem). Partiom kibicujemy bowiem trochę tak jak ulubionym drużynom. Często jednak zapominamy, że to nie jest prawdziwy mecz i wynik też nie jest prawdziwy. Zawodnicy wybiegną na boisko za kilka miesięcy, za rok albo półtora.

Po trzecie, sondaż sondażowi nierówny. Ważny jest warsztat badawczy (jakość zadawanych pytań, doświadczenie ankieterów, sposób badania: czy pytania są zadawane telefonicznie, czy bezpośrednio), dobór osób do badania (próba), doświadczenie w przeprowadzaniu pewnego rodzaju badań – w tym wypadku sondaży wyborczych. Ważne jest też, aby firmy, prezentując swoje badania w mediach, transparentnie pokazywały swój warsztat. Dodatkowo zaufanie do nich rośnie, gdy dobrowolnie poddają się kontroli jakości organizacji skupiających ośrodki badawcze.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej