To się nie mogło zdarzyć w kraju, który w XX w. przez ponad 80 lat doświadczał cenzury różnych dyktatur. Proszę mnie szczypać mocno. Bo w moim ponurym śnie poza prezesem Adamem Glapińskim występują: podająca tę informację rządowa agencja PAP, informująca o pozwach rzeczniczka warszawskiego sądu, prawniczka NBP, która to zapowiada, i NBP, który potwierdza to komunikatem.

Proszę mnie szczypać do skutku, bo na jawie słuchałem właśnie premiera zapewniającego, że w Polsce rządzi „najbardziej prowolnościowa ekipa ostatnich dwudziestu ośmiu lat”. Ale o ile pamiętam, ekipa Millera nie próbowała zakazać pisania o aferze Rywina, a ekipa Tuska nie próbowała zakazać pisania o aferze hazardowej.

Szczypcie mnie bezlitośnie, bo kilka dni temu czytałem na jawie odpowiedź rzeczniczki rządu na list ambasador USA Georgette Mosbacher, w której Polka stwierdziła, że nasz kraj „tak samo jak USA ceni sobie wolność słowa i w żaden sposób nie ogranicza wolności mediów”. A NBP to w najściślejszym sensie organ polskiego państwa.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej