Czad, członek Organizacji Współpracy Islamskiej (OWI), zerwał stosunki dyplomatyczne z Izraelem 46 lat temu, a rezolucje OWI zakazują wszelkich kontaktów z Izraelem, dopóki konflikt z Palestyńczykami nie zostanie zakończony. Co więcej, OWI, podobnie jak zresztą niemal cała ONZ, nie uznaje Jerozolimy za stolicę Izraela, wizyta Deby’ego jest więc istotnie przełomowa. OWI to jednak nie Liga Arabska, której bojkot Izraela jest dużo ściślejszy, zaś Czad nie ma większego znaczenia geopolitycznego – co innego taki Oman, członek Ligi. Tyle tylko, że w Omanie z kolei złożył oficjalną wizytę miesiąc temu, na zaproszenie sułtana Qabusa, premier Beniamin Netanjahu.

Spodziewane jest nawiązanie przez Izrael stosunków dyplomatycznych z oboma krajami, trwają też zaawansowane negocjacje w tej sprawie z Sudanem, Nigrem i Bahrajnem. Z Arabią Saudyjską stosunki, w tym te dotyczące bezpieczeństwa, są nieoficjalne, lecz szczególnie bliskie – w czym nie przeszkadza fakt, że Saudowie są od 1948 r. w stanie wojny z Izraelem. Zaś z głęboko z kolei skonfliktowanym z nimi Katarem Izrael ściśle współpracuje w kwestii obniżenia napięcia w rządzonej przez Hamas Gazie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej