W czwartek 29 listopada Sąd Okręgowy w Warszawie podejmie decyzję dotyczącą ekstradycji ukraińskiego dziennikarza śledczego z Polski na Ukrainę. Za opisywanie układów korupcyjnych w ojczyźnie Demidow był wielokrotnie bity i katowany, przeżył próby porwania jego dzieci, stracił majątek. W 2017 r. agenci NABU (ukraińskie CBA) powiedzieli mu, żeby „spier... do Polski, jeśli chce żyć”, bo oni nie zdołają go ochronić. W Polsce złożył podanie o status uchodźcy, ale nawet tu dosięgła go zemsta skorumpowanej ukraińskiej prokuratury – na podstawie listu gończego z absurdalnymi zarzutami okradzenia własnej kawiarni z przedmiotów o wartości niespełna 2 tys. zł dziennikarz przesiedział ponad pół roku w areszcie na warszawskiej Białołęce. Jeśli sąd zdecyduje o ekstradycji, Polska wyda Demidowa wprost w ręce tej samej prokuratury.

„Za takim aktywistą trzeba pojechać do Polski i w worku przywieźć go z powrotem na Ukrainę” – tak o Maksymie Demidowie napisał trzy tygodnie temu, publicznie, na Facebooku, radny - kandydat na mera miasta Krzywy Róg w ostatnich wyborach - Mykoła Kolesnik. Kolesnik – skądinąd znany jako Tyson, szef zorganizowanej grupy przestępczej działającej od lat 90. Demidow pochodzi z Krzywego Rogu, to tam rozpracowywał korupcyjne układy. Później również w Kijowie.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej