Taki scenariusz jest jednak właśnie realizowany. Minęło zaledwie kilka godzin od opisania przez tygodnik „Do Rzeczy” rzekomo gniewnego listu ambasador Mosbacher do polskiego rządu, a w mediach społecznościowych wylał się na nią ściek.

Wiadomo, że ambasador w liście krytykowała działania wobec dziennikarzy TVN w związku z ich reportażem śledczym poświęconym polskim neonazistom, którzy zorganizowali pod Wodzisławiem Śląskim uroczystości z okazji urodzin Adolfa Hitlera. W zeszłym tygodniu dziennikarzowi TVN, który by uwiarygodnić się wśród neonazistów, dał się sfotografować na tle nazistowskiej flagi z ręką w geście hitlerowskiego pozdrowienia, agenci ABW wręczyli wezwanie na przesłuchanie, na którym prokurator zamierzał przedstawić mu zarzuty gloryfikowania ustroju totalitarnego. Akcję tę powszechnie uznano za atak na wolność mediów.

Krytyka ambasador – według „Do Rzeczy” napisała, że USA nie będą tolerować krytycznych słów pod adresem dziennikarzy TVN - miała być na tyle dobitna, że anonimowi politycy PiS mówią o skandalu. A wicepremier Jarosław Gowin odwołał spotkanie z nią.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej