Z dwóch niezależnych źródeł dowiedziałam się, że prezes NBP Adam Glapiński forsował kandydaturę dyrektorki departamentu komunikacji i promocji Martyny Wojciechowskiej (nie mylić z podróżniczką i celebrytką) do zarządu NBP, prowadząc rozmowy na ten temat z osobami z władz państwowych.

W zarządzie banku centralnego z założenia mają zasiadać najwyższej klasy eksperci. Tymczasem wykształcenie Wojciechowskiej jest zagadką. Dopiero po przeczesaniu internetu wpadliśmy na informację, którą zamieściła dawno temu posłanka PiS Małgorzata Gosiewska, reklamując Wojciechowską jako kandydatkę PiS na radną sejmiku. Radna, a obecnie współpracownica Glapińskiego, studiowała filologię rosyjsko-ukraińską i zajmowała się „krzewieniem kultury wysokiej”.

Czy wniosek o nominację Wojciechowskiej został wysłany do Kancelarii Prezydenta (to prezydent na wniosek prezesa NBP powołuje członków zarządu banku centralnego)? Z Kancelarii Prezydenta otrzymałam odpowiedź, że taki dokument nie wpłynął. Wojciechowska znalazła się jednak w radzie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego jako przedstawicielka prezesa NBP.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej