Piotr Rogowski – radca prawny „Gazety Wyborczej"

Czwartkowe przekazy medialne zostały zdominowane przez doniesienia z Sądu Okręgowego w Gdańsku. To tam toczy się sprawa z pozwu cywilnego Jarosława Kaczyńskiego przeciwko Lechowi Wałęsie. Kaczyński domaga się przeprosin m.in. za wywiady i wpisy Wałęsy na Facebooku, w których pojawiły się sugestie dotyczące zdrowia psychicznego Kaczyńskiego i jego ewentualnej współodpowiedzialności za katastrofę lotniczą z kwietnia 2010 r.

W czwartek doszło w sądzie do bezpośredniego spotkania obu panów. Kto miał okazję na to popatrzeć, znalazł się w świecie absurdu, bo tylko w kategorii groteski można oceniać to wydarzenie.

Obaj panowie, jakby żywcem przeniesieni z początków lat 90. ubiegłego wieku, angażowali sąd i opinię publiczną w widowisko, którego istota bierze początek w czasach, które już mało kto pamięta. Jeden żałował, że drugiego zrobił ministrem, a drugi rewanżował się żalem, iż drugiego „zrobił” prezydentem. Jeden cynicznie parskał na widok koszulki z napisem „Konstytucja”, drugi nie pozostawał dłużny, przypominając, jak to kiedyś zaprosił pierwszego do kancelarii „z mężem”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej